-Uśmiech!- usłyszała swojego wujka kiedy żegnała się z
ciocią, więc uśmiechnęła się szeroko a flesz aparatu oślepił ją na moment.
Chwilę później była już gotowa aby zająć swoje miejsce w samolocie… Rozejrzała się dookoła po tych wszystkich ludziach i zastanawiała się nad sensem ich zachowania… Każdy albo wracał do domu na święta albo jechał do rodziny na święta i zastanawiała się dlaczego akurat teraz dzień przed wigilią a nie wczoraj czy ty
dzień wcześniej, w końcu to święta trzeba się do nich należycie przygotować a nie podróżować aby później zasnąć nad karpiem. Zaśmiała się ironicznie, sama nie była lepsza… Tak właśnie jeden dzień przed wigilią stała na środku francuskiego lotniska oceniając ludzi za ich zachowanie które było identyczne do jej.
Chwilę później była już gotowa aby zająć swoje miejsce w samolocie… Rozejrzała się dookoła po tych wszystkich ludziach i zastanawiała się nad sensem ich zachowania… Każdy albo wracał do domu na święta albo jechał do rodziny na święta i zastanawiała się dlaczego akurat teraz dzień przed wigilią a nie wczoraj czy ty
dzień wcześniej, w końcu to święta trzeba się do nich należycie przygotować a nie podróżować aby później zasnąć nad karpiem. Zaśmiała się ironicznie, sama nie była lepsza… Tak właśnie jeden dzień przed wigilią stała na środku francuskiego lotniska oceniając ludzi za ich zachowanie które było identyczne do jej.
***
-Przepraszam czy to miejsce jest zajęte?- usłyszała miękki
głos pół godziny po tym jak samolot wystartował.
Uniosła swój wzrok i napotkała niesamowicie niebieskie tęczówki.
-Nie. – uśmiechnęła się lekko rozpoznając w mężczyźnie jednego z One Direction.
-A miałaby pani coś przeciwko gdybym tu usiadł? Mój sąsiad usnął i strasznie chrapie.- zaśmiał się chłopak.
-Jasne że nie, proszę siadać.- uśmiechnęła się lekko gotowa do dalszego czytania książki.
Nie zwracając już uwagi na rozkładającego się na fotelu obok chłopaka znów zanurzyła się w lekturze… Starała się nie zwracać uwagi na to jak gwiazdor siedzący obok niej wierci się na swoim miejscu i wygląda jakby chciał coś powiedzieć ale sam nie wie co.
-Jestem Louis. – uśmiechnął się nagle wyciągając w jej stronę dłoń i znowu wyrywając ją z czytania.
-Emma.- uśmiechnęła się miło i uściskała jego dłoń
-Więc Emma… Wracasz do domu na święta, tak?- zapytał nieśmiało.
-Tak.- odpowiedziała krótko.
-Mieszkasz w Francji?- zapytał ponownie.
-Odwiedzałam swoją ciocię, mieszkam w Londynie.- odpowiedziała zamykając książkę.
Uniosła swój wzrok i napotkała niesamowicie niebieskie tęczówki.
-Nie. – uśmiechnęła się lekko rozpoznając w mężczyźnie jednego z One Direction.
-A miałaby pani coś przeciwko gdybym tu usiadł? Mój sąsiad usnął i strasznie chrapie.- zaśmiał się chłopak.
-Jasne że nie, proszę siadać.- uśmiechnęła się lekko gotowa do dalszego czytania książki.
Nie zwracając już uwagi na rozkładającego się na fotelu obok chłopaka znów zanurzyła się w lekturze… Starała się nie zwracać uwagi na to jak gwiazdor siedzący obok niej wierci się na swoim miejscu i wygląda jakby chciał coś powiedzieć ale sam nie wie co.
-Jestem Louis. – uśmiechnął się nagle wyciągając w jej stronę dłoń i znowu wyrywając ją z czytania.
-Emma.- uśmiechnęła się miło i uściskała jego dłoń
-Więc Emma… Wracasz do domu na święta, tak?- zapytał nieśmiało.
-Tak.- odpowiedziała krótko.
-Mieszkasz w Francji?- zapytał ponownie.
-Odwiedzałam swoją ciocię, mieszkam w Londynie.- odpowiedziała zamykając książkę.
***
Dzień przed wigilią i swoimi urodzinami przeciskał się przez
tłumy ludzi zebranych na francuskim lotnisku. Po trudnym dla niego rozstaniu
musiał na trochę odciąć się od Londynu i od chłopaków z zespołu którzy chcąc mu
na siłę pomóc, denerwowali go niemożliwie.Tak właśnie pod koniec deszczowego
października znalazł się w Paryżu. A teraz przyszło mu wracać… Kiedy przeciskał
się przez tłum ludzi w pewnej chwili oślepił go wyjątkowo jasny flesh aparatu.
Przymrużył oczy by lepiej widzieć, kilka metrów dalej zobaczył mężczyznę
robiącego zdjęcia żegnającym się kobietą. Uśmiechnął się lekko pod nosem i
kilka chwil później siedział już w swoim fotelu zapięty i gotowy do startu,
mając nadzieje że nacieszy się jeszcze chwilą spokoju przed lądowaniem w
Londynie. Jakże złudne były jego nadzieje… Otóż 30 minut po starcie jego sąsiad
usnął i zaczął przeraźliwie chrapać. Chłopak z ciężkim westchnieniem wstał i
ruszył do toalety do której jednak nie dotarł. Zauważył wolne miejsce i od razu
obmyślił jak uwolni się od uciążliwego chrapania, kiedy się zbliżył do swojego
wybawnego wolnego miejsca zobaczył zaraz obok śliczną brunetkę która zaczytana
była w jakiejś książce, przystanął na chwilę łapiąc gwałtownie oddech i zachwycając się jej urodą, w jego
myślach rozbrzmiał głos Liam’a „Jeszcze trafi Cię grom z jasnego nieba” … Tym
zdaniem obdarzył go zaraz po tym jak wyjawił mu swoje powody co do wyjazdu.
Kiedy w końcu zagadnął dziewczynę która obdarzyła go natychmiast swoim głębokim
spojrzeniem jego serce zabiło troszkę szybciej, a kiedy dziewczyna pozwoliła mu
się przysiąść na jego ustach pojawił się najwspanialszy uśmiech na jaki było go
stać. Postanowił dowiedzieć się o niej jak najwięcej i spróbować wydobyć od
niej numer telefonu…
***
Podróż minęła jej bardzo szybko i przyjemnie, większość
przegadała z Louis’em który chyba wziął sobie za priorytet dowiedzieć się o
niej jak najwięcej co potwierdziło się kiedy zapytał o jej numer telefonu. Na początku chciała go jakoś zbyć… Wykpić się
że nie zna swojego numeru na pamięć a na czas lotu zostawiła telefon w drugim
bagażu którego nie ma przy sobie, jednak po chwili zastanowienia stwierdziła że
i tak nigdy nie zadzwoni i podyktowała mu powoli swój numer.
***
Na lotnisku czekał na nią Logan któremu z wielkim uśmiechem
na twarzy rzuciła się na szyję i pocałowała go na powitanie.
-Jak Ci minęła podróż szkrabie?- usłyszała jego miękki głos.
-Bardzo dobrze, miałam miłe towarzystwo.- zaśmiała się.
-Tak a gdzie jest to twoje towarzystwo?- zapytał z cwaniackim uśmiechem.
-A tam…- skinęła lekko na Louis’a witającego się z kolegami z zespołu.
-Leciałaś z tym pożal się boże zespołem?- zapytał z ironicznym śmiechem.
-Nie z całym, tylko z Louis’em, który zabawiał mnie rozmową i żartami.- zaśmiała się kiedy odchodzili już w strone wyjścia
-Jak Ci minęła podróż szkrabie?- usłyszała jego miękki głos.
-Bardzo dobrze, miałam miłe towarzystwo.- zaśmiała się.
-Tak a gdzie jest to twoje towarzystwo?- zapytał z cwaniackim uśmiechem.
-A tam…- skinęła lekko na Louis’a witającego się z kolegami z zespołu.
-Leciałaś z tym pożal się boże zespołem?- zapytał z ironicznym śmiechem.
-Nie z całym, tylko z Louis’em, który zabawiał mnie rozmową i żartami.- zaśmiała się kiedy odchodzili już w strone wyjścia
***
-Ładna… co to za jedna? –zapytał Harry uwieszając mu się na
ramieniu.
-Emma…- odpowiedział bez zastanowienia patrząc jak odchodzi z tym wysoki brunetem który bezczelnie śmiał ją obejmować a wcześniej całować.
-Nawet nie gadaj że się zakochałeś… Człowieku nie było Cię miesiąc!- zaczął śmiać się Zayn.- Kiedy ją poznałeś? Zaraz po przyjeździe do Paryża, czy tydzień przed odlotem?- dodał po chwili.
-Zaraz po wystartowaniu z francuskiego lotniska…- powiedział nie wiele myśląc.
-No pięknie.- zaśmiał się Liam klepiąc przyjaciela po ramieniu.
-Emma…- odpowiedział bez zastanowienia patrząc jak odchodzi z tym wysoki brunetem który bezczelnie śmiał ją obejmować a wcześniej całować.
-Nawet nie gadaj że się zakochałeś… Człowieku nie było Cię miesiąc!- zaczął śmiać się Zayn.- Kiedy ją poznałeś? Zaraz po przyjeździe do Paryża, czy tydzień przed odlotem?- dodał po chwili.
-Zaraz po wystartowaniu z francuskiego lotniska…- powiedział nie wiele myśląc.
-No pięknie.- zaśmiał się Liam klepiąc przyjaciela po ramieniu.
***
24 Grudnia 2012r. Siedziała właśnie w wygodnym fotelu który
stał jak zwykle w tym samym miejscu przestronnego salonu w domu jej rodziców.
Uśmiechała się delikatnie czując się trochę nie zręcznie, nie było jej w domu
od samego lipca więc czuła się trochę nieswojo, jednak rodzice próbowali ją
chyba podnieść na duchu bo w przeciwieństwie do tego jak zachowywali się
względem niej przed przeprowadzką teraz byli wyjątkowo… czuli. Wiedziała że czekają
ją przynajmniej 4 dni tej udawanej słodkości zanim wróci do swojego przytulnego
mieszkania które dzieliła z przyjaciółkami i od niedawna chłopakiem. Kiedy
wypiła herbatę i z grubsza opowiedziała rodzicom jak było u ciotki we Francji
powoli skierowała się do swojego dawnego pokoju. Niepewnie nacisnęła na klamkę
i popchnęła drzwi, jednak kiedy znalazła się już w środku niepewność znikła…
Jej pokój wyglądał tak jak zawsze… idealnie…
Na ścianach wszędzie poprzyczepiane były zdjęcia, mniejsze, większe,
czarno białe i kolorowe, te mniej wyraźne i bardziej. Nad dwuosobowym łóżkiem
wisiała ozdobna kwadratowa mata pod którą wciąż widniała lista rzeczy które
chciała zrobić przed skończeniem liceum i które z resztą zrobiła. Podeszła do
półki i zobaczyła ulubione zakurzone książki których nie zdążyła zabrać do
nowego mieszkania… Kiedy tak przyglądała się swoim rzeczom nagle mignął jej
przed oczami czarny zeszyt. Jej źrenice rozszerzyły się kiedy wyciągała rękę po
zeszyt… Jej pamiętnik… Otworzyła go gdzieś na środku, siadając powoli na łóżku,
zagłębiła się w lekturze, w opisie jak jej się w tedy zdawało najgorszego dnia
na świecie, wpis powstał równy rok wcześniej w wigilię i przedstawiał jej kłótnie
najpierw z rodzicami a potem z Logan’em. Teraz wydawał się nawet śmieszny… Z
zamyślenia wyrwał ją dzwoniący telefon, który znalazła w swojej torebce dopiero
po kilku minutach. Na ekranie wyświetlał się rząd cyferek co oznaczało że nie
miała tego numeru zapisanego.
-Halo?- uniosła szybko komórkę do ucha.
-Hej… Cześć! Nie chciałem przeszkadzać w święta, ale musiałem sprawdzić czy nie podałaś mi wczoraj specjalnie złego numeru.- usłyszała bardzo szybki i uroczy głos.
-Louis?- zapytała dla pewności.
-Tak! Emma?- usłyszała odpowiedź.
-Tak. –zaśmiała się.
-Okej, więc wiem już że to na pewno twój numer, mogę spać spokojnie. –zaśmiał się.- Zastanawiam się też czy nie dałabyś się zaprosić przez zupełnie nie znanego Ci piosenkarza z lichego boysband’u na jakąś imprezę powiedzmy jutro?- zapytał nieśmiało.
-Tylko nie lichego! Ja sobie tu żyły wypruwam a on będzie nas nazywał lichym, pchy!- usłyszała w tle głos który był podobny do głosu Liam’a. Nie była pewna ponieważ nie słuchała na co dzień ich piosenek.
-Sama nie wiem… Jestem teraz u rodziców na przedmieściach i nie będę miała żadnego dojazdu ani nic…- zaczęła się wykręcać.
-A wspominałem o tym że mam dzisiaj urodziny?- usłyszała ponownie ten sam uroczy głos.
-W takim razie wszystkiego najlepszego.- powiedziała lekko się uśmiechając.
-Mogę po Ciebie przyjechać tylko się zgódź. –powiedział po kilku minutach kiedy już myślała że połączenie zostało przerwana i miała zamiar odłożyć telefon.
-Mogę mieć pytanie?- zapytała.
-Oczywiście. – odpowiedział szybko.
-Tak właściwie to czemu tak Ci zależy żebym tam była, przecież prawie wcale się nie znamy?- wydusiła w końcu z siebie.
-No właśnie! Bardzo dobrze mi się z tobą rozmawiało w samolocie i chciałbym Cię bliżej poznać, a że moi kochani przyjaciele organizują urną imprezę z okazji moich urodzin na której muszę być to pomyślałem że może zgodziłabyś się wpaść, pobawić się i porozmawiać…- tłumaczył szybko.
-Sama nie wiem… Zastanowię się i dam Ci, znać dobrze? –zapytała i kiedy usłyszała twierdzącą odpowiedź szybko pożegnała się i rozłączyła.
Już dawno zapomniała o bożym świecie, otwartym pamiętniku który leżał obok niej i całym jej dawnym pokoju, jej głowę zaprzątały teraz pytania typu „O co w tym wszystkim chodzi?” No bo w końcu nic z tej rozmowy nie miało sensu. Nigdy nigdzie nie zdarza się tak że jakiś piosenkarz czy aktor w samolocie wyciąga numer od dziewczyny która nawet nie jest fanką tego co dany gwiazdor robi, a już tym bardziej nie dzwoni do niej na drugi dzień i nie namawia na imprezę. Przecież to jest nie możliwe… Nie naturalne… Z zamyślenia tym razem wyrwała ją mama która wołała ją do kuchni potrzebując jej pomocy, wciągając na siebie ciepły sweter zeszła po drewnianych schodach prost na korytarz którym udała się do kuchni gdzie już po chwili robiła sernik.
-Halo?- uniosła szybko komórkę do ucha.
-Hej… Cześć! Nie chciałem przeszkadzać w święta, ale musiałem sprawdzić czy nie podałaś mi wczoraj specjalnie złego numeru.- usłyszała bardzo szybki i uroczy głos.
-Louis?- zapytała dla pewności.
-Tak! Emma?- usłyszała odpowiedź.
-Tak. –zaśmiała się.
-Okej, więc wiem już że to na pewno twój numer, mogę spać spokojnie. –zaśmiał się.- Zastanawiam się też czy nie dałabyś się zaprosić przez zupełnie nie znanego Ci piosenkarza z lichego boysband’u na jakąś imprezę powiedzmy jutro?- zapytał nieśmiało.
-Tylko nie lichego! Ja sobie tu żyły wypruwam a on będzie nas nazywał lichym, pchy!- usłyszała w tle głos który był podobny do głosu Liam’a. Nie była pewna ponieważ nie słuchała na co dzień ich piosenek.
-Sama nie wiem… Jestem teraz u rodziców na przedmieściach i nie będę miała żadnego dojazdu ani nic…- zaczęła się wykręcać.
-A wspominałem o tym że mam dzisiaj urodziny?- usłyszała ponownie ten sam uroczy głos.
-W takim razie wszystkiego najlepszego.- powiedziała lekko się uśmiechając.
-Mogę po Ciebie przyjechać tylko się zgódź. –powiedział po kilku minutach kiedy już myślała że połączenie zostało przerwana i miała zamiar odłożyć telefon.
-Mogę mieć pytanie?- zapytała.
-Oczywiście. – odpowiedział szybko.
-Tak właściwie to czemu tak Ci zależy żebym tam była, przecież prawie wcale się nie znamy?- wydusiła w końcu z siebie.
-No właśnie! Bardzo dobrze mi się z tobą rozmawiało w samolocie i chciałbym Cię bliżej poznać, a że moi kochani przyjaciele organizują urną imprezę z okazji moich urodzin na której muszę być to pomyślałem że może zgodziłabyś się wpaść, pobawić się i porozmawiać…- tłumaczył szybko.
-Sama nie wiem… Zastanowię się i dam Ci, znać dobrze? –zapytała i kiedy usłyszała twierdzącą odpowiedź szybko pożegnała się i rozłączyła.
Już dawno zapomniała o bożym świecie, otwartym pamiętniku który leżał obok niej i całym jej dawnym pokoju, jej głowę zaprzątały teraz pytania typu „O co w tym wszystkim chodzi?” No bo w końcu nic z tej rozmowy nie miało sensu. Nigdy nigdzie nie zdarza się tak że jakiś piosenkarz czy aktor w samolocie wyciąga numer od dziewczyny która nawet nie jest fanką tego co dany gwiazdor robi, a już tym bardziej nie dzwoni do niej na drugi dzień i nie namawia na imprezę. Przecież to jest nie możliwe… Nie naturalne… Z zamyślenia tym razem wyrwała ją mama która wołała ją do kuchni potrzebując jej pomocy, wciągając na siebie ciepły sweter zeszła po drewnianych schodach prost na korytarz którym udała się do kuchni gdzie już po chwili robiła sernik.
***
-Naprawdę sądzisz że się zgodzi i przyjdzie?- zapytał loczek
odstawiając walizki obok kanapy i rzucając się na nią.
Zaraz mieli wyjeżdżać do swoich rodzin aby dotrzeć tam na kolacje wigilijną a tak naprawdę żadne z nich prócz Stylesa nie było nawet w połowie gotowi.
-Mam taką nadzieję.- odpowiedział chłopak w pasiastej koszulce i czerwonych spodniach siedzący na fotelu.
-A ja w to szczerze wątpię .- powiedział mulat siadając na oparciu fotela.- I nie obrażaj się bo kocham Cię jak brata i chcę żeby ci się wszystko w życiu ułożyło, ale ona Cię poznała niecałą dobę temu człowieku.- powiedział Zayn przytulając go lekko na słowa „kocham Cię jak brata”.
-Nie słuchaj go, ostatnio jest strasznym pesymistą.- powiedział Liam klepiąc przyjaciela po ramieniu.
-Nie pesymistą tylko realistą.- oburzył się mulat.
-Zwał jak zwał ale…- zaczął Liam.
-On ma racje…- westchnął Louis.- Przecież ona mnie całkowicie nie zna, po co miałaby się godzić na tą imprezę?- dokończył widząc pytające miny przyjaciół.
-No może zakochała się w tobie od pierwszego wejrzenia i jednak przyjdzie?- zapytał blondyn idący w stronę kanapy z kanapką w ręku.
-Ona ma chłopaka. – jęknął Louis, zdając sobie sprawę w jaką gównianą sytuację się wpakował.
-Co nie zmienia faktu że mogła się w tobie zakochać od pierwszego wejrzenia tylko to od siebie odpycha właśnie ze względu na chłopaka do którego jest przyzwyczajona.- blondyn pocieszał przyjaciela dalej.
Zaraz mieli wyjeżdżać do swoich rodzin aby dotrzeć tam na kolacje wigilijną a tak naprawdę żadne z nich prócz Stylesa nie było nawet w połowie gotowi.
-Mam taką nadzieję.- odpowiedział chłopak w pasiastej koszulce i czerwonych spodniach siedzący na fotelu.
-A ja w to szczerze wątpię .- powiedział mulat siadając na oparciu fotela.- I nie obrażaj się bo kocham Cię jak brata i chcę żeby ci się wszystko w życiu ułożyło, ale ona Cię poznała niecałą dobę temu człowieku.- powiedział Zayn przytulając go lekko na słowa „kocham Cię jak brata”.
-Nie słuchaj go, ostatnio jest strasznym pesymistą.- powiedział Liam klepiąc przyjaciela po ramieniu.
-Nie pesymistą tylko realistą.- oburzył się mulat.
-Zwał jak zwał ale…- zaczął Liam.
-On ma racje…- westchnął Louis.- Przecież ona mnie całkowicie nie zna, po co miałaby się godzić na tą imprezę?- dokończył widząc pytające miny przyjaciół.
-No może zakochała się w tobie od pierwszego wejrzenia i jednak przyjdzie?- zapytał blondyn idący w stronę kanapy z kanapką w ręku.
-Ona ma chłopaka. – jęknął Louis, zdając sobie sprawę w jaką gównianą sytuację się wpakował.
-Co nie zmienia faktu że mogła się w tobie zakochać od pierwszego wejrzenia tylko to od siebie odpycha właśnie ze względu na chłopaka do którego jest przyzwyczajona.- blondyn pocieszał przyjaciela dalej.
***
-Halo?- usłyszała w słuchawce głos przyjaciółki.
-Yuki?! Przepraszam że tak późno, przeszkadzam?- powiedziała szybko chodząc z kąta w kąt po swoim pokoju ubrana tylko w za dużą koszulkę swojego chłopaka w której miała zwyczaj spać.
-Nie przeszkadzasz, właśnie wywaliłam od siebie z pokoju młodsze rodzeństwo. Co tam?- zaśmiała się jej przyjaciółka.
-Słuchaj mam problem… pamiętasz jak wczoraj opowiadałam CI o tym piosenkarzu z samolotu… - zaczęła po czym opowiedziała jej historie jak zadzwonił do niej dzisiejszego poranka i zaprosił na imprezę.
-No i ? Masz zamiar iść?- usłyszała pytanie.
-Właśnie o to chodzi że nie wiem co mam robić.- jęknęła.
-Jak to?- usłyszała kolejne pytanie.
-No normalnie, niby dopiero go poznałam ale wydaje się być bardzo miły a ja z chęcią wyrwę się od rodziców chociaż na kilka godzin, ale z drugiej znowu strony jak się Logan dowie to będzie niezła awantura.- wytłumaczyła podchodząc do okna otwierając je i szukając w szufladzie biurka papierosów.
-Jeeny… -zaśmiała się Yuki – z Logan’em jakoś sobie poradzisz, mało razy się z nim kłóciłaś o jakąś głupotę i zawsze wychodziło tak że na koniec i tak to on Ciebie przepraszał mimo tego że to ty coś przeskrobałaś?- śmiała się jej przyjaciółka.
-No niby tak, no ale zobacz jak to całe One Direction wychodzi gdzieś paczką to już tego samego dnia wszędzie jest pełno ich zdjęć i plotek… - zaczęła zaciągając się papierosem.- Nie zdążę nawet wyjść z domu a w internecie już będzie moje zdjęcie z podpisem „To ta która puszcza się z Louis’em Tomlinson’em” który swoją drogą zaoferował się ze jeżeli nie będę miała dojazdu to on po mnie przyjedzie…- mówiła szybko, niewiele nawet myśląc nad tym co mówi.
-Koleś ewidentnie na Ciebie leci…- przerwała jej przyjaciółka.
-Daj spokój zaprosił mnie tylko na imprezę.- zaśmiała się brunetka zaciągając się dymem papierosowym.
-No właśnie! Przecież Cie zna ledwie dobę! –zaśmiała się japonka.
-No właśnie i chce mnie lepiej poznać i się ze mną zaprzyjaźnić.- tłumaczyła przyjaciółce chociaż sama nie wierzyła w to co mówi.
Chwilę później jej przyjaciółka ziewnęła przeciągle i pożegnała się mówiąc że idzie spać cięższa o 2 kg. Zaśmiała się i też pożegnała po chwili odkładając telefon na biurko. Zaciągnęła się po raz kolejny papierosem mówiąc w myślach „Tak wiem miałam rzucić”. Kiedy leżała już w łóżku grzejąc się pod kołdrą ponieważ kiedy paliła wpuściła do środka dużo zimnego powietrza sięgnęła po swój telefon i chwilę się wahając wystukała krótkie „okey” i wysłała pod numer który dzwonił do niej rano, po czym najzwyczajniej w świecie osunęła się w świat marzeń i snów.
-Yuki?! Przepraszam że tak późno, przeszkadzam?- powiedziała szybko chodząc z kąta w kąt po swoim pokoju ubrana tylko w za dużą koszulkę swojego chłopaka w której miała zwyczaj spać.
-Nie przeszkadzasz, właśnie wywaliłam od siebie z pokoju młodsze rodzeństwo. Co tam?- zaśmiała się jej przyjaciółka.
-Słuchaj mam problem… pamiętasz jak wczoraj opowiadałam CI o tym piosenkarzu z samolotu… - zaczęła po czym opowiedziała jej historie jak zadzwonił do niej dzisiejszego poranka i zaprosił na imprezę.
-No i ? Masz zamiar iść?- usłyszała pytanie.
-Właśnie o to chodzi że nie wiem co mam robić.- jęknęła.
-Jak to?- usłyszała kolejne pytanie.
-No normalnie, niby dopiero go poznałam ale wydaje się być bardzo miły a ja z chęcią wyrwę się od rodziców chociaż na kilka godzin, ale z drugiej znowu strony jak się Logan dowie to będzie niezła awantura.- wytłumaczyła podchodząc do okna otwierając je i szukając w szufladzie biurka papierosów.
-Jeeny… -zaśmiała się Yuki – z Logan’em jakoś sobie poradzisz, mało razy się z nim kłóciłaś o jakąś głupotę i zawsze wychodziło tak że na koniec i tak to on Ciebie przepraszał mimo tego że to ty coś przeskrobałaś?- śmiała się jej przyjaciółka.
-No niby tak, no ale zobacz jak to całe One Direction wychodzi gdzieś paczką to już tego samego dnia wszędzie jest pełno ich zdjęć i plotek… - zaczęła zaciągając się papierosem.- Nie zdążę nawet wyjść z domu a w internecie już będzie moje zdjęcie z podpisem „To ta która puszcza się z Louis’em Tomlinson’em” który swoją drogą zaoferował się ze jeżeli nie będę miała dojazdu to on po mnie przyjedzie…- mówiła szybko, niewiele nawet myśląc nad tym co mówi.
-Koleś ewidentnie na Ciebie leci…- przerwała jej przyjaciółka.
-Daj spokój zaprosił mnie tylko na imprezę.- zaśmiała się brunetka zaciągając się dymem papierosowym.
-No właśnie! Przecież Cie zna ledwie dobę! –zaśmiała się japonka.
-No właśnie i chce mnie lepiej poznać i się ze mną zaprzyjaźnić.- tłumaczyła przyjaciółce chociaż sama nie wierzyła w to co mówi.
Chwilę później jej przyjaciółka ziewnęła przeciągle i pożegnała się mówiąc że idzie spać cięższa o 2 kg. Zaśmiała się i też pożegnała po chwili odkładając telefon na biurko. Zaciągnęła się po raz kolejny papierosem mówiąc w myślach „Tak wiem miałam rzucić”. Kiedy leżała już w łóżku grzejąc się pod kołdrą ponieważ kiedy paliła wpuściła do środka dużo zimnego powietrza sięgnęła po swój telefon i chwilę się wahając wystukała krótkie „okey” i wysłała pod numer który dzwonił do niej rano, po czym najzwyczajniej w świecie osunęła się w świat marzeń i snów.
***
Po kolacji kiedy wszyscy rozeszli się po domu i robili Bóg
jeden wie co Louis usiadł wraz ze swoją mamą na kanapie w ręku trzymając lampkę
wina oraz podając ten sam trunek kobiecie i najnormalniej w świecie z nią
rozmawiał, tak jak za dawnych lat kiedy to jeszcze nie był sławny ani w żadnym
zespole. Kiedy się żegnali wycałowała go jeszcze raz i życzyła wszystkiego
najlepszego z okazji urodzin. Kiedy był młodszy często nazywała go swoim
najpiękniejszym prezentem świątecznym, z resztą do tej pory jej się to
zdarzało. Po szybkim prysznicu ubrany zaledwie w granatowe bokserki rzucił się
z impentem na łóżko, leząc na brzuchu wsłuchiwał się w ciszę i powoli zasypiał.
Z stanu między jawą a snem wyrwał go dźwięk wibracji, przysięgając w myślach że
zabije któregoś z chłopców który ośmielił się napisać do niego w środku nocy
sięgnął po telefon. Jakże wielkie było jego zdziwienie kiedy na wyświetlaczu
zobaczył „Emma” a nie „Hazza” czy „Zayn” … Usiadł prosto szybko otwierając sms’a
który mimo iż składał się zaledwie z jednego krótkiego „okey” został przez
niego przeczytany 100 razy. Sam nie wiedział kiedy zaczął zgadywać i wyobrażać
sobie jakie uczucia kierowały dziewczyną kiedy pisała tego sms’a. Tej nocy było
już pewne że nie zaśnie zbyt szybko…
____________________________________________________________________________________
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak się stresuje! Chyba pierwszy raz w życiu stresuje się tak bardzo że to co pisze może nie spodobać się czytelnikom ; o Ponieważ zastanawiałam się nad pisaniem tylko z perspektywy Emmy a na koniec rozdziału wracaniem do "teraźniejszości" literackiej jak odpowiada na pytania synka typu "A czemu nie spodobał ci się od razu tata?" ale jednak wybrałam taką formę i mam wielką nadzieje że się spodoba. <3
Pamiętaj czytacz to komentujesz! To naprawdę mobilizuje do dalszej pracy!
Pamiętaj czytacz to komentujesz! To naprawdę mobilizuje do dalszej pracy!








